Mitaż jest dobrym momentem do spotkania z Łukaszem Leskierem w „Galerii przy Kozach” i rozmowy na temat, prezentowanej tam, jego wystawy pt. „TO JA”.

Wystawa „TO JA” jest pierwszą indywidualną wystawą Łukasza Leskiera. Prezentowane są na niej 22 prace, w skład których wchodzi 11 obrazów, 10 grafik oraz jeden kolaż. Ekspozycja, pełna koloru i różnych nastrojów, obejmuje wybraną twórczość Leskiera z ostatnich trzech lat. Prace są dobrą reprezentacją tego kim dziś jest jej autor.. Jak mówi artysta - wystawa jest rodzajem bardzo energetycznej mikstury - silnie oddziałującej na widza poprzez żywą kolorystykę, duże kontrasty, a także ciekawe, geometryczne lub amorficzne kształty.  

Marcin Służewski: Panie Łukaszu, tytuł sugeruje, że podmiotem wystawy jest Pan- jej autor, ale tylko niektóre obrazy wyglądają na autoportrety. Czy wystawa „To Ja” ma być rodzajem Pana artystycznej wizytówki? Czy może te prace tworzą cykl?  

Łukasz Leskier: Tak, wystawa jest w pewnym sensie rodzajem mojej artystycznej wizytówki, osobistego przywitania się. Prace są różne i nie należą do jednego, wybranego cyklu. To selekcja prac powstałych w ciągu ostatnich trzech lat. Zależało mi na tym, by wspólnym mianownikiem wszystkich dzieł był przede wszystkim ich kreator, nie kreacja.  

MS: Choć w Pana dziełach zauważalne są inspiracje sztuką abstrakcyjną, to jednak trudno jednoznacznie zaklasyfikować tę twórczość. W obrazach dostrzegam też odwołania do ikonicznych uproszczeń, czy wręcz do syntetycznej, hieroglificznej symboliki. Niektóre prace kojarzą mi się z twórczością Paula Klee lub Wassily’a Kandinsky’ego. Jak Pan określiłby swój styl? Jak można go nazwać?  

ŁL: Styl jakim się posługuję, nazywam „abstrakcyjnym zderzeniem sztuki aborygeńskiej z popartem”. To hybryda różnych kultur i stylów. Inspiruje mnie twórczość wymienionych przez Pana artystów. Dodatkowo malarstwo Miró, mozaiki Gaudiego, kolorowy styl Niki de Saint Phalle czy szaleństwo kropek u Yayoi Kusamy. Lubię abstrakcję, ponieważ pozwala widzowi często decydować o tym co odkryje w danym dziele. Korzystanie z piktogramów i uproszczeń pozwala mi na „faszerowanie” płótna ogromną ilością znaków i treści. Niektóre, tak jak hieroglify zawierają jakiś przekaz, ukryty bardziej lub mniej, inne zaś tworzą dopełnienie i są jedynie dekoracją. Jednym z głównych celów przyświecających mojej działalności jest wywołanie podobnych wrażeń, które towarzyszą słuchaniu dobrego utworu muzycznego. Z każdym następnym przesłuchaniem można wychwycić nowe, wcześniej nie zauważone dźwięki. Innymi słowy, staram się tworzyć obrazy, na które można patrzeć i za każdym razem znajdować w nich coś nowego.

MS: Twórcy – ludzie wrażliwi – czerpią inspiracje z otaczającego ich świata. Co jeszcze, poza typowo plastycznymi dziedzinami sztuki, Pana inspiruje?

ŁL: Wszystko (Uśmiech). Czerpię także z różnych dziedzin sztuki, np. filmu Alejandro Jodorowski, „Święta Góra” - to obraz trudny i nie wiem czy polecałbym go każdemu na wieczór przed telewizorem, ale jego kadry silnie pobudzają moją wyobraźnię. Oddziałuje na mnie wzornictwo przemysłowe - projekty grupy Memphis, prace Phillippe’a Starcka to rzeczy, którymi chciałbym się otaczać. Oprócz sztuk wizualnych inspiruje mnie słowo i muzyka. Wiele dzieł to wizualizacje dźwięków czy abstrakcyjne przedstawienia opowiadanych historii. Największy wpływ na moją działalność artystyczną, do tej pory, ma Nina Persson - jej teksty, głos i muzyka jaka im towarzyszy. Oczywiście trudno nie wspomnieć o naturze, świetle, miejscach i ludziach…

MS: W swojej pracy wykorzystuje Pan różne techniki: malarstwo, grafikę, rysunek – co świadczy o dużej wszechstronności i poszukiwaniu najlepszego sposobu twórczej wypowiedzi. Który ze sposobów przekazu jest Panu najbliższy? Jaką technikę uznaje Pan za najlepszą do zapisu artystycznej ekspresji?  

ŁL: Odkryłem ostatnio, że dla mnie najlepszą techniką - czy raczej sposobem na wyrażanie siebie jest improwizacja. Prace, które tworzę powstają zazwyczaj bez wcześniejszego szkicu. Na początku określam jedynie kolorystykę i to jakie emocje ma wywoływać dzieło. Nadmierne planowanie zabija u mnie ten rodzaj kreatywności, który lubię najbardziej. By wzbudzić zaskoczenie u innych, sam go potrzebuję. Cieszy mnie każda nowa droga. W swoim malarstwie posługuję się bardzo różnymi mediami. Akrylem, markerem, temperą, farbami w spreju, pastelami, czasami kredkami świecowymi. Najbliższym mi sposobem przekazu jest obecnie malarstwo akrylowe, które następnie modyfikuję graficznie przy pomocy komputera. …Ale wszystko zależy od pomysłu na dzieło. Namalowałem kiedyś obraz pt. „4 fazy fazy…”, którego kompozycja podzielona była na cztery strefy. Założyłem, że każda z tych stref ma reprezentować inną porę roku, do której przypisany byłby inny etap dojrzałości itd. Wtedy, na jednym z tych pól zrezygnowałem z farby i użyłem kredek, takich szkolnych, znalezionych w jednym ze starych piórników. Odwołanie do czasów dzieciństwa było dosłowne, ale świetnie wpasowało się w resztę obrazu. Innym razem zależało mi na uzyskaniu trójwymiarowości dzieła, co doprowadziło mnie do stworzenia pierwszego asamblażu - malowanego obrazu 3d.

MS: Stosowanie zdecydowanych, neonowych wręcz barw i śmiałych zestawień kolorystycznych przyciąga wzrok. Odnoszę wrażenie, że nie boi się Pan kolorów. Tyczy się to nie tylko twórczości, ale też stylu ubierania. Nasuwa mi się trochę bardziej osobiste pytanie: Czy ta zabawa z kolorem podyktowana jest chęcią wyróżnienia się, czy wewnętrzną potrzebą?

ŁL: Lubię kolor i duże kontrasty i staram się z nich korzystać w pełni, wszędzie. Sądzę, że jest to podyktowane głównie moim głodem. Brakuje mi tego, w tej modzie jaka panuje, w dzisiejszej rzeczywistości… Analizując głębiej, to pewnie też chęć mojego wyróżnienia się.

MS: Nie na wszystkich obrazach można znaleźć inicjały to wyjątkowa – jak na artystę – nonszalancja. Czy to celowy zabieg a może wybrał Pan inną formę sygnowania swoich obrazów?  

ŁL: Czasami nie pasują mi do stworzonej przeze mnie kompozycji. Czasami podpis umieszczam na samej kompozycji, dlatego że tam według mnie pasuje (śmiech). Mam też drugi sposób sygnowania moich prac, często też równoległy. Na większości obrazów znajduje się odbicie dłoni. Rodzaj podpisu, zaznaczenia swojej obecności. To też odwołanie do sztuki najstarszej, malarstwa jaskiniowego. Podoba mi się wizja tworzenia patchworku różnych kultur i technik.  

MS: To ciekawe rozwiązanie. Proszę uchylić jeszcze rąbka tajemnicy pracy warsztatowej..

ŁL: Pracuję na płótnie umieszczonym wertykalnie - na stole. W ten sposób mogę podchodzić do niego z każdej strony, to ułatwia mi pracę nad kompozycją dzieła. Pozwala także na stworzenie obrazu, który można zawiesić dowolnie, według uznania. Ta metoda ułatwia również moją pracę na dużych formatach - moja pracownia znajduje się na dość niskim poddaszu (śmiech).

MS: To bardzo liberalne podejście do odbiorców i przyszłych właścicieli dzieł. Będą oni mogli, w dowolny sposób, zawiesić w swoim domu Pana obrazy – i to bez szkody dla ich artystycznego przekazu.

ŁL: Tak, choć jest parę wyjątków. Chociażby portret, dlatego jeden z nich oprawiłem w dodatkową, fizyczną ramę - ale też nie zabronię nikomu umieszczania ich odwrotnie (śmiech). Dając wspomnianą możliwość pragnę zaznaczyć, że moja sztuka - choć chciałbym żeby była traktowana poważnie, nie musi być traktowana bez poczucia humoru.

MS: Dzięki naszej rozmowie wiem już, że prezentowane obrazy nie tworzą jednego, konkretnego cyklu – są raczej rodzajem autorskiej dokumentacji różnych wrażeń i emocji. Proszę powiedzieć coś więcej o tematyce wiszących za nami płócien.

ŁL: Na wystawie „TO JA” znajdziemy prace różne. Dwa obrazy z cyklu „Nowy Jork” to kompozycje samodzielne, nie mające bezpośredniego powiązania ze swoimi sąsiadami, resztą ekspozycji. Znajdziemy prace malarskie oraz ich graficznie modyfikowane reprodukcje. Praca pt. „Animal Heart” to ogromne, ludzkie - wbrew tytułowi - serce zbudowane z jaskrawych kolorów, skomplikowanych połączeń i elementów na gładkim, grafitowym płótnie o dużych wymiarach (150 x 120 cm). Działanie bardzo plakatowe. „Z Archiwum X” - to obraz będący negatywem pozostałych. Czerń markera zastępuje tu biel, srebro i połyskujący pył. W przeciwieństwie do poprzedniego dzieła, to obraz w pełni zapełniony graficznie. Sprawia wrażenie jedynie kadru kosmosu. „Kolla kolla” jest kolażem i stylem nawiązuje do pozostałych prac. Kompozycję tworzą pocięte palety malarskie, kolorowe taśmy klejące i oczywiście marker.  

Marcin Służewski: Na koniec chcę Panu pogratulować pierwszej indywidualnej wystawy. Cieszę się, że ten autorski debiut miał miejsce w „Galerii przy Kozach” SDK. Dziękuję za rozmowę i życzę wielu kolejnych wystaw.  

Łukasz Leskier: Ja również dziękuję bardzo. SDK to wspaniałe i wyjątkowe miejsce!  

 

 

Spis dzieł na wystawie „TO JA”:

1. Mały Hassi na zielonej szkole akryl, marker, 120 x 140 cm 2. Hairless Toys (inspirowane

piosenką Roisin Murphy) akryl, tempera, marker 100 x 140 cm 3. Portret Księcia Eliasza akryl, tempera, marker 70 x 60 cm 4. Neony i stare rozwiązania akryl tempera, marker 110 x 140 cm 5. Z Archiwum X tempera, olej, marker 100 x 100 cm 6. Animal Heart akryl, marker 150 x 120 cm 7. Roisin Murphy akryl, marker 60 x 80 cm 8. FreakShow akryl, marker 50 x 50 cm 9. Liście akryl, marker 70 x 150 cm 10. Manhattan akryl, tempera, marker 120 x 140 cm 11. Central Park akryl, tempera, marker 120 x 150 cm Grafiki: 12. Diskoń fotografia obrazu 13. The Voyager 14. Zima 15. Forgot to tell you (inspirowane utworem Niny Persson) 16. In the round (inspirowane utworem The Cardigans) 17. Just one of the guys 18. Just one of the guys II 19. Criminal 20. Spark the fire II 21. Digestif 22. Kolla kolla – kolaż

Poprzedni
luty 2017
Następny
Pn Wt Śr Cz Pt So N
30 31
2
6
10
12
18
25
27
1 2 3 4 5

BOX REPERTUAR

box bartok

senioraliawiolWEB BELKA

tadimm modul

KupBilet EB06

box galeriaprzykozach2

GDz

box 50 MLODZI