i1505 4Dawno, dawno – tysiąc, a może i więcej lat temu – na pięknych równinach porośniętych wielkimi lasami żyło ponoć siedem plemion zwanych Bałtami i Pomorcami. Wśród nich byli Kaszubi, Prusowie, Jaćwingowie, Litwini, Łotysze i Żmudzini oraz tajemniczy Galindowie. Wszyscy oni walczyli z Polanami, mieszkającymi za Wisłą i Bugiem na dzisiejszym Mazowszu i w Wielkopolsce. Szukając łupów wojownicze plemiona zapuszczały się daleko za Bug i Wisłę. W tych niebezpiecznych czasach w miejscu zwanym Służewem, przy wiślanej skarpie 1) mieszkał dzielny i roztropny Polanin o imieniu Wisz. Zwano go też Warszem lub Warsem. W czas pokoju uprawiał grykę, jęczmień i żyto, a zimą polował w puszczy lub łowił ryby pod lodem. Gdy zebrał duże plony lub połów mu się udał, szedł na uroczysko nieopodal rzeki, na którym rozrastał się gaj, aby podłe krzewy spośród świętych drzew wycinać, porządku w świętym miejscu pilnować i bogom za łaskawość dziękować, ale też i prosić o dalszą pomyślność. Jego nadobna żona, zwana przez rodziców Sawką, dumna była z małżonka, bo ten wszystko zrobić potrafił. I rolę uprawiać, i zwierza upolować, ryb nałowić, a i chatę dla rodziny pobudować. Wiedziała, że mąż kochał ją bardzo, inne dla niego nie istniały, a nawet siadłszy czasem nad rzeką, często jej portret patykiem rysował na piasku. A jednak trapił się Wisz, bo przyszło do Służewa to, o czym mu już jego dziad opowiadał. Ponoć sto lat wcześniej książę Mieszko w Poznaniu, na Ostrowie Tumskim za żonę Dobrawę czeską księżniczkę pojął i nowego jednego Boga do państwa Polan przyjął 2). Nikt jednak starym nie wierzył. A jednak któregoś dnia przybyła do osady drużyna książęca prowadząc ze sobą kilku ludzi w czarnych opończach 3), którzy osiedlili się nieopodal świętego gaju. Rycerze kazali ich nauk słuchać, zwracać się do nich przed imieniem dodając „bracie", a starszych „ojcami" nazywać. Byli to chrześcijańscy mnisi, benedyktyni, którym książę nadał ziemię dotychczas przez wszystkich za świętą uznawaną. Przybysze to byli ludzie pracowici i mądrzy, bo zioła i wszelakie korzenie uprawiać i stosować umieli. Do gaju świętego jednak chodzić nie pozwalali, modlić się kazali do jednego Boga i pokazywali, jak żegnać się znakiem krzyża. Tajemny chram w świętym gaju wykryli i zburzyć kazali, a starych słowiańskich bogów zapomnieć. Swoją kaplicę postawili, w której na drewnianym krzyżu ludzka postać wisiała. Synem Bożym go zwali i cześć mu okazywać przykazywali. Nie było to w smak starszym kmieciom w osadzie, bo nie wiadomo czy bogowie ich dziadów mścić się za to nie będą. Otóż i szybko nieszczęście starszyzna wykrakała, bo z puszczy któregoś wieczoru wypadł zagon zbrojny, osadę spalił, benedyktynów rozpędził, kilku porwawszy ze sobą, w lasy z powrotem zapadł. Napastników po mowie poznano. Byli to Galindowie, ale braciszkowie którzy napad przeżyli, wszystkich bez wyjątku dzikich najeźdźców Prusami zwali.

Skończył się więc spokojny czas i nie było wiadomo czy najazd Prusów to zemsta Świętowita lub Swaroga, czy może niechęć nowego Boga do ludzi, którzy go szczerze kochać nie chcieli.
Mijały lata. Co czas jakiś wojownicze plemiona najeżdżały okolice Służewa i uciekały na północny wschód. Ale po latach dwustu wiele się zmieniło i ludzie nową wiarę zaczęli wyznawać. Obok dawnego świętego gaju stanął piękny kościół 4) ze szlachetnego drewna pod wezwaniem Matki Bożej i Świętej Katarzyny. Nikt już wojen i napaści zemstą Świętowita nie tłumaczył. Wszyscy jednak rozumieli, że obronę przed Prusami mieć trzeba. Opieka św. Katarzyny to jedno, ale lepiej drużynę wojów w jakimś obronnym miejscu osadzić i wici mieć zawczasu przygotowane. Tak właśnie Konrad Mazowiecki, książę płocki, postanowił. Służewo swojemu najdzielniejszemu rycerzowi komesowi Gotardowi nadał 5), aby terenów tych przed najazdami bronił. Nomen omen - wszak Gotard znaczy: „z Boża pomocą – dzielny". Komes strażnice co godzinę drogi wzdłuż Wisły pobudować kazał, aby między Jazdowem na północy i Czerskiem na południu wojowie stali i obce wojska łatwo wykrywali. Pomysł z Gotardem i innymi dzielnymi rycerzami strzegącymi granic dobry był do obrony, ale książę chciał Prusów raz na zawsze pognębić i sprowadził obcych rycerzy z Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Nosili oni białe płaszcze z czarnymi krzyżami, stąd ich Krzyżakami lub Szpitalnikami zwano. Mieli oni Prusów grabieży oduczyć i na wiarę chrześcijańską nawracać6). Szybko się jednak okazało, że chęć nawracania mniej ich zajmowała niż chęć bogacenia się oraz utworzenia własnego państwa. Dziesięć lat nie minęło jak Krzyżacy na księcia, swego dobroczyńcę, w jego siedzibie 7) napadli i Katedrę Płocką spalili. Prawnuki Warsza i Sawki przeniosły się dla bezpieczeństwa na podgrodzie książęcego Jazdowa - siedziby jego drużyny. Wieś się rozrastała, a władyka z grodu nazywał ją siedliskiem Warsa i Sawy. Po latach z wioski rybackiej miasteczkiem się stała. Takie były początki dzisiejszej stolicy – Warszawy.

Przypisy:
1) W opisywanym okresie Wisła płynęła tuż przy skarpie.
2) 966 r. - Chrzest Polski.
3) 1065 r. - osadzenie na Służewie Benedyktynów.
4) 1230 r. (lub 1238 r.) - budowa kościoła i erygowanie parafii św. Katarzyny.
5) 1234 r. - nadanie Służewa Gotardowi
6) 1226 r. - wprowadzenie Krzyżaków na ziemię dobrzyńską.
7) 1234 r. - napaść Krzyżaków na Płock.
zebrał i oprac. betr.

Pobierz:
 

BOX REPERTUAR

box bartok

senioraliawiolWEB BELKA

tadimm modul

KupBilet EB06

box galeriaprzykozach2

GDz

box 50 MLODZI